AZ

Kolejna książka Krzysztofa Urbana ukazuje dość nietypowy obraz choroby psychicznej tytułowego bohatera. AZ to przybrane imię Cypriana Garbarczyka, który zmienił tożsamość w pewnym momencie życia na skutek niezwykle emocjonalnego stosunku do ziemi i jej płodów, zarówno tych przez niego hodowanych jak i rosnących dziko. Rozmawia z nimi, wierzy w ich świadome życie, a także w ich leczniczą,  moc. Przydomowy ogród to królestwo bohatera, a przebywanie w nim daje mu poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Jednak niekontrolowane spożycie przez niego dżemu agrestowego (agrest według bohatera cierpi na dziwne lęki) powoduje u niego nagły atak choroby, z nieobliczalną agresją, kończącą się zdemolowaniem domu i jego otoczenia. Lekarz ze szpitala psychiatrycznego, w którym chory się znalazł z rozpoznaniem zatrucia alkoholowego (chociaż AZ nie pije alkoholu !) i związanej z tym regresji osobowościowej, zaleca mu pisanie dziennika w celu odzyskania kontaktu z rzeczywistością. Pacjent stracił bowiem pamięć, nie wie nic – i nie chce wiedzieć – o swoim dotychczasowym życiu, o pracy i rodzinie, tylko rozmowy o ogrodzie nadal budzą jego zainteresowanie. Dziennik AZ powraca w ciągu całej fabuły, ukazując czytelnikowi ogrom wiedzy bohatera na temat roślin i przypisywanych im możliwości. To sam autor jest, oczywiście, posiadaczem tej wiedzy, prezentowanej ze szczególnym zaangażowaniem w temat.

Redakcję wykonało:

AZ - recenzja 1; recenzja 2
Tutaj fragment do ściągnięcia w formacie .pdf
Książka do kupienia w księgarni PWN

ŚLEPE WROTA
Opowiadania egipskie

Człowiek powstał z tęsknoty bogów za pięknem? Pas Oriona i szum wiatru mają wspólny mianownik? Czemu ludzie kłaniają się miotle? Co wybrać: miłość czy nieśmiertelność? Dokąd prowadzą meandry myśli ujętych w słowa? Odpowiedz obiecują Ślepe Wrota – przejdźmy na drugą stronę, prowadzeni przez Autora. Niniejszy zbiór opowiadań jest czymś, co można by nazwać połączeniem starożytnego Egiptu z filozofią kwantową.

Krzysztof Urban napisał te opowiadania o starożytnym Egipcie, by ujawnić kierunek własnych poszukiwań poznawczych na temat istnienia świata i praw nim rządzących. Dla niego pojęcie świata wiąże się z ciągłym wnikaniem w proces jego trwania i przeistaczania się, proces, obejmujący zjawiska i zdarzenia, kształtujące materialne i duchowe podstawy naszej tożsamości. Są one sterowane przez żywioły myśli i uczuć ludzkich oraz boskich. Tęsknota za szczęściem w tym życiu i nieśmiertelnością po jego zakończeniu decyduje o sile naszej wiary w istnienie mocy nadprzyrodzonych. Taką filozofię istnienia prezentuje nam pisarz, autor trzeciej już książki o przygodach naszej świadomości i uwarunkowaniach psychiki.

ŚLEPE WROTA. OPOWIADANIA EGIPSKIE - recenzja
Tutaj fragment do ściągnięcia w formacie .pdf
Książka do kupienia w księgarni PWN

NIE MARTW SIĘ, BĘDZIE DOBRZE
Od diagnozy do przeszczepu – relacje małej Zosi

Książka powstawała kilka lat - tyle, ile leczyła się bohaterka powieści. Dzięki małej Zosi, wielu z nią rozmowom, spotkaniom w szpitalu mogłem wczuć się w klimat dzieci chorych na nowotwory. I tak naprawdę to one są autorami tych relacji.

Nigdy nie proponowałem Wydawcom wydania tej książki. Powodów było kilka. Znajomi, którzy zawodowo zajmują się literaturą niezbyt pochlebnie wypowiadali się o tekście. Choć sercem zaprzeczałem tym ocenom, rozum zgadzał się z krytyką. Książka jest chyba zbyt mało literacka i monotonna. Jednak jest wiele w niej rzeczy niedostępnych w codziennym, zdrowym życiu. Jest w niej również coś, o czym powiedziała mi mama Zosi: to jest jak poradnik dla rodziców, którzy rozpoczynają leczenie. I sercem i rozumem zgodziłem się z jej słowami. Uznałem, że książka powinna być dostępna bez ograniczeń i nieodpłatnie. Właśnie im, Rodzicom i ich pociechom, dedykuję historię Zosi i jej szpitalnych Przyjaciół.

Redakcję wykonało:

Tutaj książka do ściągnięcia w formacie .pdf

DATA UMIERANIA
Alkoholowy kit

Cykl dziesięciu opowiadań „Data umierania”, zaopatrzonych w podtytuł „Alkoholowy kit”, to kolejna próba zmierzenia się Krzysztofa Urbana z trudnym tematem i niekonwencjonalnym językiem. Podtytuł jest, jak sądzę, wyrazem przekory i skromności pisarza w stosunku do własnych możliwości twórczych. Słowo „kit” kojarzy się bowiem z czymś nieprawdziwym lub byle jakim, podczas gdy propozycja literacka Urbana ma charakter rozległego, wielopunktowego studium klinicznego choroby alkoholowej, jest specjalistyczną analizą postępującej degradacji psychicznej i moralnej osób uzależnionych od alkoholu, poraża autentycznością i wnikliwością obserwacji i drastycznymi szczegółami objawów zaburzeń świadomości u osób dotkniętych nałogiem. Język tych opowiadań nie ma jednak cech medycznego żargonu, jest wartki, dynamiczny, charakteryzuje się  bogatym słownictwem i logiczną precyzją, choć niekiedy bywa to logika paranoików. „Kit” ma zresztą inne znaczenia, autor pragnął może w ten sposób podkreślić powiązanie tematyczne historii swoich bohaterów w całość, a także złudność ich pijackich usprawiedliwień.

DATA UMIERANIA. ALKOHOLOWY KIT - recenzja
Tutaj fragment do ściągnięcia w formacie .pdf
Książka do kupienia w księgarni PWN

DOŻYWOTKA

Książka rodziła się powoli. Prawa rządzące fikcją literacką nadały jej wprawdzie formę, a przecież nie stała się przez to powieścią – takie odnoszę wrażenie. Zbyt wiele tu faktów. Nie mogłem też jej uznać za reportaż, choć zbudowałem ją na wspomnieniach płynących na żywo, opowiadanych w przypływie szczerości przez – nieżyjącego już – szkolnego kolegę, który na początku lat osiemdziesiątych został osadzony w Ośrodku Zewnętrznym Zakładu Karnego, mieszczącym się na obrzeżach jednego z peerelowskich pegeerów. Takich miejsc było wówczas – o czym mało kto wiedział – sporo. Realia związane z życiem i pracą młodocianych przestępców – zimno, brud, brak opieki lekarskiej, a zwłaszcza niewyobrażalny głód – były dla mnie wielkim zaskoczeniem, podobnie jak warunki egzystencji zwierząt, o których przyjaciel opowiadał ze smutkiem (do tej chwili dźwięczy mi w uszach jego łamiący się głos). Pewnego dnia postanowiłem spisać zapamiętane szczegóły ze zwierzeń przyjaciela, by potem systematycznie, po każdej kolejnej rozmowie, zacząć robić notatki. Gdy wreszcie przeczytałem zebrany materiał, odczułem, że nie ma w nim duszy, że brakuje mu czegoś istotnego, co przykuwało moją uwagę w relacjach słuchanych na żywo. Wpadłem na zbawienny pomysł, by skorzystać z magnetofonu. Słuchanie nagrań uświadomiło mi, że równorzędnym bohaterem wspomnień przyjaciela był język, którym opowiadał swą historię – nie język pięknoducha ślizgający się po powierzchni zjawisk, lecz wnikający w esencję język człowieka zmagającego się ze swym losem. Trzeba było więc, słuchając nagrań, nauczyć się oddychać i czuć w tym języku, by odtworzyć czas i miejsce tak odmienne i dalekie, a zarazem tak bliskie.

DOŻYWOTKA – recenzja
Tutaj książka do ściągnięcia w formacie .pdf