W poszukiwaniu sensu istnienia

    Krzysztof Urban jest pisarzem posługującym się ciekawą narracją i bogatym językiem, wciągającym  czytelnika w przestrzeń życiową rozmaitych środowisk zawodowych i kręgów społecznych. Autor powieści Dożywotka (2009), zbioru opowiadań Data umierania (2019) i cyklu opowieści Ślepe wrota (2020), opartych na mitach egipskich, dokonuje w swojej prozie odkryć stylistycznych, kojarzących się zarówno z konwencją „małego realizmu” jak i „realizmu magicznego”. Jego język jest precyzyjny i wyraźnie naznaczony emocjami, przez co oddaje specyfikę umysłowej i duchowej aury oraz egzystencjalnych doświadczeń swoich bohaterów. Dożywotka to epicka relacja z doświadczeń związanych z działalnością przestępczą, Data umierania zawiera zestaw przypadłości chorobowych, wywodzących się z alkoholizmu i innych obciążeń psychicznych, a doskonale opanowany przez autora żargon medyczny, dodaje tym opowiadaniom wiarygodności psychologicznej. W Ślepych wrotach autor sięgnął do mitów egipskich, by stworzyć przekonujące sylwetki starożytnych władców, kapłanów i ich bogów, a także pokazać prawa rządzące tamtym światem i żywioły w nim buszujące. Dar wiązania przedstawionych zdarzeń i sytuacji w spójne układy między bohaterami powoduje, że te dawne historie możemy przełożyć także na relacje współczesne.

    Kolejna książka Krzysztofa Urbana ukazuje dość nietypowy obraz choroby psychicznej tytułowego bohatera. AZ to przybrane imię Cypriana Garbarczyka, który zmienił tożsamość w pewnym momencie życia na skutek niezwykle emocjonalnego stosunku do ziemi i jej płodów, zarówno tych przez niego hodowanych jak i rosnących dziko. Rozmawia z nimi, wierzy w ich świadome życie, a także w ich leczniczą,  moc. Przydomowy ogród to królestwo bohatera, a przebywanie w nim daje mu poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Jednak niekontrolowane spożycie przez niego dżemu agrestowego (agrest według bohatera cierpi na dziwne lęki) powoduje u niego nagły atak choroby, z nieobliczalną agresją, kończącą się zdemolowaniem domu i jego otoczenia. Lekarz ze szpitala psychiatrycznego, w którym chory się znalazł z rozpoznaniem zatrucia alkoholowego (chociaż AZ nie pije alkoholu !) i związanej z tym regresji osobowościowej, zaleca mu pisanie dziennika w celu odzyskania kontaktu z rzeczywistością. Pacjent stracił bowiem pamięć, nie wie nic – i nie chce wiedzieć – o swoim dotychczasowym życiu, o pracy i rodzinie, tylko rozmowy o ogrodzie nadal budzą jego zainteresowanie. Dziennik AZ powraca w ciągu całej fabuły, ukazując czytelnikowi ogrom wiedzy bohatera na temat roślin i przypisywanych im możliwości. To sam autor jest, oczywiście, posiadaczem tej wiedzy, prezentowanej ze szczególnym zaangażowaniem w temat. Oto przykład filozoficznego wręcz nacechowania tego tematu i personifikacji roślin:

     „Lubią, jak ktoś się nimi opiekuje i prosi, by zdrowo rosły. Seler naciowy, tak jak pozostałe rośliny w ogrodzie, przestaje być sobą, kiedy zasilany jest sztucznie. Wtedy jest sobą, gdy człowiek wie, czego ta roślina potrzebuje do życia. Rośliny pojawiają się na ziemi nie dlatego, by zaistnieć dla istnienia, ale żeby współgrać ze wszystkim, co je otacza. Korzystają ze słońca, piją deszcz z chmur, pozwalają, by się nimi opiekowano, szumią, gdy kołysze je wiatr, dają schronienie pająkom, muszkom i robaczkom. A kiedy przychodzi odpowiednia pora, oddają siebie najpiękniejszym modelkom albo chorym dzieciom. Seler jest dobry, ponieważ wzrasta dla dobra.”

     Rośliny są też dla bohatera książki symbolicznymi odniesieniami do życiowych powiązań między ludźmi. Spotkanie w szpitalu z chorą na białaczkę dziewczynką wyzwala w nim instynkt opiekuńczy, który zaowocuje po pewnym okresie kontaktów z nią jego i jej ozdrowieniem. Ale po drodze dzieją się różne dramatyczne rzeczy, skupiające uwagę czytelnika na osobach pojawiających się podczas kolejnych odmian akcji. Zadziwiający jest przede wszystkim wątek psychologiczno-sensacyjny, wiążący ze sobą poszczególne elementy fabuły, a dotyczący dziedziczenia cech osobowości, zwłaszcza skłonności patologicznych. Objawy patologii występują tu u dwóch spokrewnionych ze sobą osób, reprezentujących różne pokolenia. Pierwotną nosicielką zaburzeń psychicznych jest ciotka Luta, stara kobieta, która przeżyła okropności wojny, straciła wtedy męża i córkę, a po zakończeniu wojny próbowała wyrzucić wszystkie te straszne przeżycia z pamięci, doprowadzając się do ataku agresji, w którym podpaliła swój dawny dom, by zapaść później w mentalny bezwład i zupełną amnezję. Osobą posiadającą podobne objawy chorobowe jest właśnie AZ, którego związki duchowe i wspólnotę w przeżywaniu z ciotką losów jej zmarłej córki, Madzi, i odwiedzanej w szpitalu przez AZ dziewczynki, odkrywa jego żona, Agata. Autor tak komentuje jej odkrycie:

     „Chwilami, gdy Agata czytała dziennik Luty i dziennik AZ, wydawało jej się, że te dwie dziewczynki o tym samym imieniu, to jedna osoba. Zauważyła przy tym, że czas jest w pewnym sensie iluzją, niezbędną jednak w życiu ludzi, by losy dwóch małych istot splotły się ze sobą w następstwie zdarzeń i pokazały, że jedno istnienie może dopełnić drugie.”

     Krzysztof Urban z wielką pieczołowitością dokumentuje wszelkie rodzinne koligacje swoich bohaterów i stopniowo ujawnia tajemnice, spajające ich ze sobą nierozerwalnym węzłem szaleństwa i następującego po nim  uciszenia, by czytelnik mógł śledzić meandry losów poszczególnych postaci i uzyskać pełną jasność fabularną i lekturową satysfakcję. Zasługą autora jest też takie pokierowanie akcją powieści, by nadać jej cechy zwykłego, naturalnego życia, a efekt końcowy, czyli happy end, żeby nabrał cech narracyjnej konsekwencji i realnego prawdopodobieństwa. Pragnieniu poszukiwania sensu u wszystkich bohaterów towarzyszy tu trud pokonywania przeciwności losowych i takie patrzenie w przyszłość, które budzi nadzieję na lepsze jutro. Ta nadzieja uzyskiwana jest powoli i żmudnie, ale tym bardziej cieszy ostatecznym spełnieniem. Zasadnicza refleksja wypływająca z lektury tej książki to przekonanie, że tylko czynienie dobra, pocieszanie i wspomaganie innych w ich codziennych potrzebach może przywrócić nam pogodę ducha i autentycznie uszczęśliwić.

Adriana Szymańska